|
|
Hot Pursuit - opowiastka
Błysk migających na zmianę reflektorów goniącego mnie radiowozu
oraz niebiesko-czerwone światła koguta odbijały się od prawie
pionowych ścian czarnego od nocy kanionu.
Teraz będzie łagodnie w lewo. Mocno uderzyłem w rączkę zmiany
biegów. Czwórka. Wskazówka obrotów nagle podskoczyła do siedmiu
tysięcy. Licznik wskazywał 180. Nieźle. Ostrożnie, od zewnętrznej
do wewnętrznej. Countach jechał jak po szynie, co za przyczepność...
Lusterko. Co on robi?!? Wszedł do wewnątrz. Nie wyrobi. Chce mnie
ściąć. Obaj się rozwalimy. Jeśli mnie sięgnie...
Noga sama przycisnęła gaz. Auto lekko pociągnęło w przód. Ja też
nie wyrobię.
Lusterko. Uderzy czy nie. Minął.
To musiały być milimetry. Przy barierce straciłem prawe lusterko.
Zdążyłem usłyszeć tylko krótki, prawie niedosłyszalny pisk opon
poprzedzający głośny brzęk tłuczonego szkła oraz uderzeń metalu.
Uderzenie w rączkę. Piątka. Światła koguta zostały za mną oświetlając
praktycznie pionowe ściany kanionu niebiesko- czerwonym blaskiem...
Ten text nie jest jakimś opowiadaniem samochodówkowym, to art.
oddający hołd najlepszemu, zdaniem autora, trybu jaki powstał
w samochodówkach, gdzie zwycięstwo gra drugoplanową rolę. Chłopaki
z EA zrobili coś naprawdę wielkiego. A największe wrażenie robi
klimat.
Zmienić bieg, wcisnąć gaz, nie dać się złapać...
Zmienić bieg, wcisnąć gaz, złapać za wszelką cenę...
Rany, ale ulewa. W dodatku noc. Całe szczęście, że chociaż
ta kawa gorąca... Parking na odludziu, też coś. Po kiego wysyłają
nas na takie patrole...
Błysk. Strumień wody zbryzgał cały lewy bok przelatując ponad
maską. Z przodu widać było jedynie dwa czerwone punkty ponad strumieniem
kropel wylatujących spod kół szybko oddalającego się wozu. Włączyć
koguta. Jest. Radiowóz szybko przyspieszył, kubek z kawa stający
na desce przewrócił się. Punkty dalej się oddalają.
Ale piecze! Dlaczego tak kawa zawsze jest taka gorąca! Nie jest
taki szybki... Czwórka. Wskazówka obrotomierza szybko sunęła do
góry. Zawiadomić centralę. Nie, niech inni się nie wtrącają. Dogonię
go na przedmieściu. Co za piekący ból...
Wreszcie. Mogę rozpoznać markę. Teraz go mam. Gaz, gaz! Wiadukt.
Ostry zakręt. Czerwone punkty zabłysnęły jaśniej. Zwalnia. Jest!
Dosłownie pół metra. Mniej. Uderzenie. Samochody zwarły się zderzakami.
Czarna Corvetta straciła przyczepność. Za nią radiowóz. Uderzenie.
Strumień deszczu oblał obydwa pojazdy. Przód ściganego uderzył
bokiem o filar wiaduktu. Radiowóz z piskiem opon wylądował na
dużym trawniku, łamiąc osie na ławce przy chodniku...
Mieszkańcy pobliskich domów na przedmieściu mogli dojrzeć radiowóz
stojący w deszczu pośrodku małego parku, z ławką na przedniej
szybie. Mogli też dojrzeć dwa czerwone punkty ponad kołami czarnej
Corvette'y z kompletnie skasowanym przodem. Punkty świeciły wyraźnie,
jaskrawo, jakby ktoś ciągle trzymał nogę na pedale hamulca...
Nie ma co dalej pisać, każdy i tak wie, o co chodzi.. Hot Pursuit
- naturalnie. Czy trzeba coś dodać? Gdy pojawił się w NFS:HP nie
można było przejść obok kogoś, kto gra obojętnie. To po prostu
było nie do przyjęcia...
Nikt nie będzie mi dyktował trasy.
Dwa Lamborghini Diablo sunęły z niewiarygodną prędkością złączone
bokami mijając pola i łąki falujące w świetle pełni. Snop światła
reflektorów przesuwał się przed ciemnymi punktami jak kometa...
...biała i niesamowicie szybka.
Wozy to rozsuwały się, to stykały znów razem, przypominając taniec
godowy dwóch owadów, zaczepiających się nawzajem, by zwrócić na
siebie uwagę drugiego. Z tą różnicą, że to nie były gody, a walka...
Nie owady, a stalowe potwory...
Nie powietrze, a noc...
Kierowca niebieskiej diablicy, uderzającej w przeciwnika prawym
bokiem, był wariatem. Nic dodać, nic ująć. Nie zależało mu na
kosztach samochodu, na niewinnych przechodniach, nie zależało
mu nawet na własnym życiu. Czuł rozpierającą go energię, ekstazę
wywołaną rykiem silnika, tłoków. Czuł prędkość. Chciał wygrać
za wszelką cenę...
Po prawej stronie rozpędzonych rydwanów śmierci siedział ktoś
zupełnie inny. Miał żółty wóz. I nie był wariatem. Nie był też
normalny. On po prostu był nikim. Nie czuł nic, myślał tylko o
drodze, nie wiedział dlaczego, po co...
Na szczęście dla nich droga była prosta jak strzała i gładka
jak tafla jeziora. Na szczęście dla nich pusta w środku nocy.
Ale wszystkie drogi prowadzą do skrzyżowania, lub co najmniej
do zakrętu.
A ta sytuacja nie była wyjątkiem.
Pierwszy zakręt, drugi, potem trzeci, który przy tej prędkości
był nie do pokonania. Lecz i tak żaden z nich nie podjął się wyzwania
pokonania go. Żaden z nich nie osiągnął trzeciego zakrętu. Żaden
z nich nie dojechał, by go osiągnąć...
Młoda para całująca się w samochodzie postawionym na poboczu drogi
miała piękny pogrzeb. Kierowca-wariat - nie. Nie zasłużył. Przecież
przegrał. A to był dopiero pierwszy zakręt...
Tajemniczy człowiek prowadzący żółtego potwora nie wyrobił na
drugim. Przydrożny rów, do którego wpadł, wybił go na wysokość
3 metrów, auto spadło na pole kukurydzy, obróciło się jeszcze
na dach i przejechało około stu metrów dopóki nie uderzyło w ciągnik
zostawiony na polu. Kierowca przeżył. Mógł nawet dalej jeździć.
Dostał wózek. Tyle, że wózek napędzany siła rak. Jeździć mógł,
owszem, ale chodzić już nie...
Wreszcie, śpiący spokojnie w polu kukurydzy dzik zdążył tylko
na chwilę otworzyć ślepia i zobacz przed sobą żelaznego potwora,
zanim masa metalu i szkła nie porwała go tak lekko jak łodygi
niedojrzałej jeszcze kukurydzy.
Może tego nie ma w grze i pewnie długo nie będzie, po prostu
taki klimat tworzy gra. Gra, która nie jest RPG-iem z fabułą na
podstawie najsłynniejszych książek najsłynniejszych pisarzy, z
niesamowitą historią ocalenia świata. To przecież tylko gra, gdzie
nie trzeba myśleć, wystarczy wcisnąć gaz i do przodu. Ale jest
COŚ, co wynosiło i wynosi gry na piedestały, a tutaj tego CZEGOŚ
jest naprawdę wiele...
[Gary]
|