Dochodzenie zarządzone przez Kongres
W marcu 1993 roku, uzbrojony w liczne świadectwa, kongresman Steven Schiff (pierwszy okręg wyborczy, Nowy Meksyk) postanowił wszcząć oficjalne dochodzenie w sprawie incydentu w Roswell. Będąc prawnikiem z wykształcenia i podpułkownikiem w Lotniczej Gwardii Narodowej w Nowym Meksyku, rozpoczął od listu do sekretarza obrony, Lesa Aspina, domagając się pisemnego raportu i pełnej informacji od Pentagonu o naturze szczątków znalezionych w Roswell w lipcu 1947 roku a także o działaniach podjętych przez rząd. List pozostał bez odpowiedzi.
Ponowna interpelacja zaowocowała odpowiedzią z kongresowego biura współpracy z Departamentem Obrony, kierującą kongresmana do Archiwum Narodowego pod pretekstem, że tam właśnie znajdują się akta programu Blue Book. Ale w aktach tych nie ma żadnych dokumentów o Roswell.
W wywiadzie, który wraz z Lawrence'em Moore'em zarejestrowaliśmy w biurze kongresmana Schiffa dla uzupełnienia dokumentacji, usłyszeliśmy. "Sądziłem że na moje rutynowo złożone pytanie uzyskam odpowiednią zgodnie z normalnie stosowaną procedurą. Jednakże odpowiedzą, jaką otrzymałem, nie była bynajmniej rutynowa to znaczy odesłano mnie do innej agencji, nie proponując nawet pomocy. [...] Przyznam szczerze, że oczekiwałem przynajmniej odrobiny grzeczności ze strony agencji rządowej. Nie pamiętam, aby kiedykolwiek tak po prostu zbyto pytanie byle czym".
W październiku 1993 roku Schiff postanowił rozpracować tę sprawę z rewidentem księgowym Charlesem Bowsherem, szefem Głównego Urzędu Rachuby (GAO) w Kongresie. Po kilku dniach do Schiffa zadzwonił inspektor GAO (specjalista do spraw wojska i wywiadu), którego wyznaczono do tego przypadku.
Dochodzenie GAO od samego początku napotykało trudności. Pułkownik Larry Shockley, dyrektor planowania i operacji w sekretariacie kongresowego biura współpracy z Departamentem Obrony, bezustannie powtarzał inspektorowi GAO. "To nie jest wasza sprawa".
W 1994 roku Schiffpowiedział nam:
Wcale nie chciałem dowodów, że to były istoty pozaziemskie. Jest przecież możliwe, że chodziło o balon meteorologiczny. Gdyby zaś nie był to balon, wówczas zastanawiałbym się, czy to nie jakieś urządzenie testowane na pobliskim poligonie rakietowym w White Sands. Wokół tej sprawy narosło tyle znaków zapytania, że nawet ktoś, kto nie wierzy w odwiedziny istot pozaziemskich, nie uzna tego incydentu za wypadek balonu meteorologicznego. Jak wynika z oświadczeń świadków, cokolwiek to było, zostało odnalezione [...] i pilnowane przez uzbrojonych strażników. A zapewne nikt nie uwierzy, że zwykły balon meteorologiczny jest transportowany specjalnym samolotem przez uzbrojoną straż.
Kongresmanowi Schiffowi nie chodziło o to czym te szczątki naprawdę były, lecz za co je uznały agencje rządowe. Powiada: "Myślę, że każdy ma prawo zwrócić się do rządu o udostępnienie dokumentów, chyba że w grę wchodzą specjalne względy bezpieczeństwa, na podstawie których można zabronić w nie wglądu".autor: Timoty Good