Reinkarnacja


W 1989 roku ukazała się w Nowym Jorku niezwykła książka napisana przez dwoje badaczy: psychiatrę dr. Cheta Snowa i niemieckiego psychologa dr. Helenę Wambach. W książce tej pt. "Mass dreams of the future" jest opsanych 2500 seansów hipnotycznych, podczas których zahipnotyzowani sięgnęli myślą w przyszłość.
Snow i Wambach specjalizują się w regresji hipnotycznej, czyli odczytywaniu z podświadomości badanych ludzi ich zapomnianych przeżyć. Oboje też odkryli nową dziedzinę - progresję hipnotyczną, czyli sięganie za pomocą hipnozy w przyszłość.
Podobnie jak wielu amerykańskich naukowców, np. dr. Karagulla, dr. Violi P. Neal, i oni są przekonani o tym, że "Słońce na przełomie wieków wchodzi powoli w nowe pole energetyczne, co prowadzi do zmiany umiejscowienia biegunów magnetycznych Ziemi. Nasz system słoneczny przemieszcza się w przestrzeni w miejsce, gdzie kosmiczna energia oddziałuje na ciała naszego układu słonecznego, podwyższając wibracje planet i ludzkiej świadomości. Dlatego umysły ludzkie o niższym stopniu rozwoju mniej będą zdolne do reinkarnacji".*
We wspomnianej książce można odnaleźć zapis kilkudziesięciu seansów z 1983 roku. Zobaczmy, co mówili uśpieni o czasach, które mają nadejść.
Niektóre z przepowiedni są zabawne: np. dr Chet Snow sam poddał się seansowi progresywnemu i opowiedział o roku 2091, gdy reinkarnował się w swoim nowym wcieleniu na archipelagu leżącym na Morzu Polarnym u wybrzeży ZSRR. Miał pecha! Nie przewidział, że wtedy ZSRR już od 100 lat nie będzie istniał.
Ochotnicy uczestniczący w eksperymencie - przeważnie studenci - poddawani hipnozie relacjonowali, że: l W 1996 roku miał nastąpić początek przebiegunowania Ziemi, co miało spowodować zmianę kąta nachylenia osi naszej planety, w wyniku czego północny biegun magnetyczny miał się przesuwać w stronę północnych rejonów Pacyfiku między północno-zachodnie wybrzeże Kanady a resztkę archipelagu wysp japońskich. Resztkę, bo w marcu 1998 roku w wyniku olbrzymich trzęsień ziemi zapoczątkowanych wybuchem wulkanu Fudżijama ponad połowę wysp japońskich miał pochłonąć ocean.
l Kalifornia, Arizona i inne położone w ich pobliżu stany USA miały przesunąć się w strefę zimnego klimatu. W marcu 1998 roku potężny kataklizm sejsmiczny miał oderwać od kontynentu północno-amerykańskiego pas ziemi z miastami San Francisco, Los Angeles i prawie całą zachodnią Kalifornią.
l Na przełomie wieków miały zajść gigantyczne zmiany klimatyczne i wydarzyć się różne wielkie katastrofy, ale nikt nie przewidział pożarów we wschodniej Australii, Indonezji, na Borneo i na Florydzie, które rzeczywiście miały miejsce w latach 1996, 1997, 1998.

Nie każdy ma szansę na kolejne życie
Mimo nietrafionych wizji wydaje się, że w relacjach zahipnotyzowanych istnieją elementy potwierdzające hipotezę naukowców o przesuwaniu się Ziemi w przestrzeń o innej wibracji. Otóż tylko kilkanaście procent uśpionych opowiadało o swoim życiu po roku 2100. Natomiast większość zahipnotyzowanych, opowiadając o swoich kolejnych reinkarnacjach, docierała co najwyżej do roku 2100. Wynikałoby więc z tego, że nie będą się oni reinkarnować w późniejszych latach. Opierając się na prawach statystyki, możemy stwierdzić, że podobny procent całej ludzkości definitywnie umrze - tylko ludziei na wyższym poziomie psychicznego rozwoju ujrzą w swoich kolejnych inkarnacjach XXIII wiek.
Amerykański autor Courtney Brown, który brał udział w doświadczeniach przeprowadzanych przez Instytut Monroego w Faber (Wirginia, USA), a których przedmiotem były podróże poza ciałem w odmiennych stanach świadomości, napisał w książce pt. "Kosmiczna Podróż" (wyd. Limbus 1997 r.), iż obce byty znajdujące się na poziomie astralnym lubią dezinformować ludzkie umysły, do których mają łatwy dostęp zarówno wtedy, gdy człowiek "wchodzi w astral", jak i w czasie jego snu, w tym również snu hipnotycznego. Nie chodzi tu bynajmniej o przebywające w astralu tzw. Energie, lecz o Obcych, czyli istoty prawdopodobnie przybywające spoza Ziemi, które potrafią ingerować w astral i na tym poziomie dopadać bezbronne ciało astralne człowieka. Coraz więcej badaczy jest przekonanych, że przynajmniej część - o ile nie większość - tzw. porwań na pokład UFO dotyczy właśnie astralnego, a nie fizycznego ciała człowieka. (Ale to już inna historia, o której niebawem opowiem na łamach Gm.)
Po co to robią? Ufolodzy sądzą, iż Obcy wywołują w ludziach emocje, w jakiś sposób je magazynują i przetwarzają do swoich celów być może po to, by przywrócić swojej rasie utraconą umiejętność odczuwania. A kiedy się wyzwoli najwięcej uczuć, jak nie pod wpływem strachu, np. po takich katastroficznych wizjach, które usypiani uznają za własne przeżycia?

Żyjemy już w trzecim tysiącleciu!
Ludzie zawsze się obawiali przełomu tysiącleci, wierząc że Natura planuje swoje działania według naszego kalendarza. A przecież na Ziemi są ludy, które już dawno przywitały rok 5200 (np Chińczycy, Hindusi). A i my, chrześcijanie, tak naprawdę sami o tym nie wiedząc, żyjemy już w trzecim tysiącleciu. Nie wierzycie?
Według historyków w Judei tuż przed narodzinami Chrystusa panował z ramienia Rzymu król Herod. Zmarł w roku "minus siódmym" według obecnego sposobu datowania, to jest siedem lat przed oficjalną datą narodzin Chrystusa. Tym samym nie mógł w roku pierwszym po narodzinach Chrystusa wydać rozkazu wymordowania wszystkich niemowląt płci męskiej, gdyż po prostu wówczas nie było go już na świecie. Jeżeli jednak wydał takie zarządzenie (a stwierdzono, że tak było), to Jezus musiał przyjść na świat co najmniej siedem lat wcześniej niż to się oficjalne uznaje. A więc mamy już rok 2005...

Konstanty Janota www.gwiazdy.com.pl


POWRÓT