Foo Fighters
Jak powszechnie wiadomo UFO potrafi przybierać różnorakie kształty, począwszy od najczęściej spotykanych dysków, przez cygara, trójkąty, aż po pojazdy w kształcie prostopadłościanu (do takiego właśnie obiektu został uprowadzony Jan Wolski w 1978 roku). Często jednak UFO ma również postać świetlistych kul. W takich opisach przodują zwłaszcza piloci samolotów, zarówno wojskowych jak i cywilnych i to właśnie u nich obiekty owe "dorobiły" się nawet własnej nazwy - Foo Fighters lub po prostu "myśliwce Foo".
Pierwsze doniesienia na temat Foo Fighters pojawiły się w roku 1943. Załogi alianckich i amerykańskich bombowców latających nad Europą spotykały się czasem z tajemniczymi kulami świetlnymi lecącymi po niebie i wykonującymi dziwne ewolucje. Z tego powodu, owe obiekty zostały nazwane najpierw "fool fighters" czyli wariackie myśliwce. Dopiero później określenie przyjęło ostateczną wersją tracąc z pierwszego członu literę "l".
Jedna z wielu relacji opisuje spotkanie tego typu obiektu z bombowcem B17 lecącym nad centralnymi Niemcami. Strzelec ogonowy Louis Kiss dostrzegł w pewnym momencie dziwaczną kulę światła, emanującą złotą barwą, która powoli podleciała do samolotu, przesunęła się nad jego statecznikiem pionowym i następnie skierowała w stronę końcówki jednego ze skrzydeł gdzie zawisła na kilka sekund. Po chwili kula przesunęła się delikatnie nad maszyną i zatrzymała nad końcówka drugiego skrzydła. Potem znów wróciła nad ogon i po chwili szybko znikła. Obiekt widziany był nie tylko przez Kissa, ale także przez pilotów i załogę pozostałych B17tek lecących w formacji.
Inne, dość nerwowe spotkanie przydarzyło się załodze bombowca B29, który 10 sierpnia 1944 roku wracał do bazy po zbombardowaniu Palembagu. W pewnej chwili prawy strzelec i drugi pilot zameldowali o dziwnym obiekcie lecącym koło samolotu w odległości 500 jardów od prawego skrzydła. Miał on postać kuli o średnicy 5 stóp i świecił jaskrawym pomarańczowo-złotym światłem. Obiekt wydawał się zbliżać do samolotu, nieznacznie pulsując. Pilot B29 postanowił nieco zakręcić i obniżyć pułap aby uniknąć niebezpieczeństwa kolizji, jednak kula ku zdumieniu załogi wykonała identyczny manewr, wciąż podążając za samolotem. Maszyna śledzona była przez kulę przez prawie osiem minut, po czym nagle oddaliła się, wykonała skręt o 90 stopni i gwałtownie przyśpieszając znikła w chmurach.
Jedno z największych spotkań z tymi obiektami miało miejsce na początku 1945 roku, kiedy to wojska amerykańskie przygotowywały się do ataku na Okinawę i posuwały się wzdłuż archipelagu Nansei-Shoto. W pewnym momencie radary okrętów wykryły formację ponad 250 aparatów powietrznych zbliżających się do floty USA. Kiedy obliczono prędkość tych obiektów okazało się, że poruszają się one z prędkością NADDŹWIĘKOWĄ! Na mostkach okrętów zapanowało zamieszanie. Amerykanie nie przypuszczali, że wycofująca się już armia Japońska potrafiła nagle w jednym punkcie zebrać taką masę samolotów i to poruszających się wg kanonów nieosiągalnych dla ówczesnego lotnictwa. Natychmiast z pokładów lotniskowców wystartowały samoloty USAF, jednak zanim zdążyły dolecieć do widmowej formacji, ta przeleciała nad okrętami amerykańskimi i znikła z ekranów radarów po wcześniejszym rozproszeniu.
Kolejne spotkanie miało miejsce 28 sierpnia 1945 roku nad Iwojimą. Transportowy C-46 spotkał się wówczas z trzema obiektami w kształcie łezki, które emitowały bardzo jaskrawe, przypominające magnezję światło. Kiedy obiekty zbliżyły się do samolotu, jeden z silników przerwał swoją pracę i nie chciał jej wznowić, aż do chwili gdy wszystkie trzy Foo Fighters oddaliły się znikając między chmurami.
Inna relacja o Foo Fighter pochodzi z Afryki. Obiekt takiego typu wisiał przez dwa dni na niebie w pobliżu garnizonu Legii Cudzoziemskiej podczas lądowania w Afryce wojsk alianckich.
Kolejny taki obiekt został spotkany przez amerykańskiego pilota w czasie wojny w Korei. Foo Fighter miał tutaj kształt cylindryczny oraz zostawiał za sobą, jak to określił sam pilot, "smugę po szybkich pulsacjach".
Swego czasu twierdzono, że Foo Fighters są jakąś nową niemiecką bronią. Jednak te przypuszczenia zostały podważone po tym, jak wyszło na jaw, iż podobne obiekty utrudniały życie także niemieckim pilotom. Wówczas to skierowano się na inne hipotezy. Sądzono, że mogą to być ognie św.Elma, pioruny kuliste bądź po prostu omamy będące wynikiem przemęczenia załóg samolotów. Niestety, ognie św.Elma nie mogą tworzyć indywidualnych skupisk światła a tym bardziej majestatycznie latać nad samolotami, nie mówiąc już o wariackich ewolucjach z których słyną Foo Figters. Ognie św. Elma mają formę małych, cichych wyładowań atmosferycznych powstających w czasie burzy lub tuż przed nią w pobliżu przedmiotów o ostrych krawędziach. Mogą nimi być np. maszty radiowe i anteny. Ulubionym miejscem występowania ogni św.Elma są maszty okrętów. Z całą pewnością zjawisko owo występuje także przy skrzydłach samolotów, jednak piloci umieją bezapelacyjnie rozpoznać ognie św.Elma. Samo świecenie takiego zjawiska wywołane jest znaczną odchyłka w natężeniu pola elektrycznego między powietrzem otaczającym przedmiot a nim samym i przypomina raczej jarzenie niż jaskrawe światło
Piorun kulisty jest już natomiast bardziej prawdopodobny. W wielu przypadkach zaobserwowania Foo Fighterów dochodziło do zakłóceń w pracy silników. Jak wiadomo piorun kulisty niesie w sobie dość znaczny ładunek elektryczny, a co za tym idzie wywołuje silne pole magnetyczne. Taki piorun przelatując nad silnikiem samolotu może zakłócić pracę aparatu zapłonowego co prowadzi w konsekwencji do przerywania a czasem wręcz wstrzymania jego pracy. To właśnie z tego powodu Foo Fightery były uważane za nową broń przeciwnika, potrafiącą zdalnie wyłączyć silniki bombowców. Jednak pioruny kuliste nie poruszają się wolno i nie przelatują od jednego skrzydła do drugiego robiąc wrażenie "zwiedzania" samolotu. Piorun kulisty, jak sama nazwa wskazuje, jest kulą zjonizowanego gazu, tzw. plazmy, która w wyniku swojej niestabilności porusza się bardzo chaotycznie, tak jak wypuszczony balon z którego ucieka powietrze. Także znikanie piorunów kulistych jest dość charakterystyczne - piorun taki pęka niczym bańka mydlana wydając przy tym charakterystyczny trzask i błyskając na krótką chwilę. Tymczasem doniesienia o Foo Fighterach mówią o nagłym zniknięciu, ale bez błysku, bądź w znacznej większości relacji o gwałtownym odlocie i zniknięciu w chmurach. Poza tym pioruny kuliste mają zawsze postać idealnej kuli o średniej wielkości 25 centymetrów. Natomiast niektóre Foo Fightery miały kształt łezki z ogonem zwróconym przeciwnie do kierunku lotu. Dwa takie obiekty zostały nawet sfotografowane przez załogę jednego ze szkoleniowych samolotów typu Wildcat.
Tu zatrzymamy się na momencik. W jednym z kościołów w Jugosławii znajduje się średniowieczny fresk, który do dzisiaj pozostaje po części tajemnicą. Zostały bowiem na nim uwiecznione dwa zastanawiające badaczy obiekty lecące po niebie i mające właśnie... kształt łezki. Co więcej, wewnątrz każdego z tych pojazdów umieszczono siedzących w kucki "pilotów" wydających się kierować owymi maszynami. Czyżby więc już wówczas widziano po śmigające po niebie formacje Foo Fighters? Prawdę powiedziawszy, nie ma przeciw temu żadnych przeciwwskazań! Natomiast same sylwetki pilotów mogły być już wymysłem owych artystów. Zaskoczeni techniką lotu tych tajemniczych kul światła, doszli na pewno do wniosku, że ktoś tym musi kierować. Coś takiego jak kierowanie zdalne nawet się wówczas nikomu nie śniło, dlatego też aby usprawiedliwić sobie jakoś ów sposób poruszania się, malarze narysowali też pilotów. A może rzeczywiście dane było im ich zobaczyć??? Zapiski historyczne aż mnożą się od takich opisów, począwszy choćby od biblijnego Ezechiela...
Wróćmy jednak do prób wyjaśnień fenomenu Foo Figters. Ostatnia hipoteza opowiadająca się za przemęczeniem pilotów mogła by znaleźć uzasadnienie jedynie w przypadku maszyn jednoosobowych. Tymczasem jak wytłumaczyć to, że przy spotkaniu przykładowego B17 z Foo Fighterem widziała go nie jedna osoba, dajmy na to pilot maszyny, lecz cała 10 osobowa załoga?
Po 1947 roku na fali histerii UFOlogicznej jaka ogarnęła Stany Zjednoczone po incydencie w Roswell, wielu ludzi sądziło, że Foo Fighters są czymś w rodzaju sond badawczych zesłanych przez główny statek cywilizacji pozaziemskiej, znajdujący się na orbicie okołoziemskiej. Sondy te miały by ponoć nadzorować poczynania "wojowniczych, ziemskich plemion", analizować je oraz zbierać informacje na temat ich prymitywnych maszyn wojennych.
Jeszcze inna hipoteza zrodziła się w czasie konfliktu koreańskiego. Sądzono wówczas, że Foo Fighters są jakimiś skumulowanymi ładunkami elektrycznymi które mogą wybuchać w zetknięciu z samolotami. Jednak gdy nigdy nie zameldowano o tego typu incydencie, zwrócono się w inną stronę. Druga hipoteza mówiła, że obiekty widziane przez pilotów są zdalną, utajnioną bronią Koreańczyków, zdolną do uszkadzania zapalników bomb. Jednak okazało się, że bomby siały zniszczenie bez względu na to czy podczas rajdu bombowców stwierdzono obecność Foo Figters czy też nie. Ostatecznie więc uznano Foo Figters za broń psychologiczną. Jednak skoro na jej występowanie skarżyły się wszystkie strony konfliktu, wciąż pozostaje nurtujące pytanie: czyją bronią?