Żywe sejsmografy


Straszliwy hałas zburzył spokój letniej nocy z 25 na 26 lipca 1963 roku w jugosłowiańskim mieście Skopje (obecnie stolica Macedonii). W dzielnicy przylegającej do ogrodu zoologicznego nikt nie mógł spać.

Postawiony na nogi personel zoo daremnie próbował wszelkimi sposobami uspokoić podopiecznych. Zwierzęta, ogarnięte niezrozumiałą paniką, miotały się jak wściekłe, wyjąc, piszcząc i trąbiąc. Tak przeszła złowróżbna noc. Zaczęło się rozwidniać, a upiorny harmider nie ustawał. Nagle kwadrans po piątej zaległa grobowa cisza. Ssaki, ptaki i gady umilkły jak na komendę, ukryły się w głębi swych pomieszczeń i znieruchomiały, sprawiając wrażenie zahipnotyzowanych. Dziki, pierwotny strach przeniknął także ludzi. W dwie minuty później rozległ się podziemny łoskot, ziemią targnął potworny wstrząs, po nim drugi, i miasto legło w gruzach.
Relacja ta, ściśle udokumentowana, nie jest bynajmniej odosobniona. Badania okoliczności poprzedzających którekolwiek z katastrofalnych trzęsień ziemi, jakie wybuchały w naszych czasach, dowiodły ponad wszelką wątpliwość, że gdyby wyciągnięto wnioski z nietypowych zachowań zwierząt przed kataklizmem, nieraz można byłoby w porę ewakuować mieszkańców zagrożonego obszaru.
W artykule zamieszczonym w "Komsomolskiej Prawdzie" z 15 maja 1966 roku, obok wielu doniesień o "przepowiadaniu" trzęsień ziemi przez różne zwierzęta, pewien dziennikarz zanotował: "W pociągu sąsiad z przedziału wyciągnął rodzinne fotografie. Wśród portretów zobaczyłem zdjęcie owczarka. - Ten pies jest mi tak bliski jak człowiek - wyznał mój nowy znajomy. - Pracowałem z żoną w Aszchabadzie. Był późny wieczór, żona czytała, ja porządkowałem papiery, w wózku spała spokojnie nasza córeczka. Nagle - co nie zdarzyło się nigdy dotąd - pies zerwał się i, schwyciwszy dziecko za koszulkę, wybiegł na dwór. Oszalał! Złapałem broń, wybiegłem wraz z żoną. W tej samej chwili wszystko za nami runęło: miasto zawaliło się na naszych oczach." Opisana reakcja psa nastąpiła w ostatniej chwili. Były jednak wcześniejsze zapowiedzi tego kataklizmu, który w 1948 roku zburzył stolicę Turkmenii. Dwa dni wcześniej zgłosili się do władz miejskich sędziwi pasterze, prognozując trzęsienie ziemi na podstawie obserwacji węży i jaszczurek, które w popłochu opuściły kryjówki. Niestety, ostrzeżenie zlekceważono.

Ucieczka z morskich głębin

Kapitan Robert Fitzroy (późniejszy wiceadmirał, wybitny brytyjski hydrograf i meteorolog) podczas dowodzonej przez siebie wyprawy statkiem "Beagle" dookoła świata, w której uczestniczył młody Karol Darwin, zanotował w roku 1835: "Około ósmej rano krzyczące stada ptactwa morskiego zakryły niebo nad miastem Concepcion na chilijskim wybrzeżu Pacyfiku. O wpół do dwunastej psy uciekły z domów. Dziesięć minut później trzęsienie ziemi zniszczyło miasto."
Ernst Kilian, zoolog z uniwersytetu w Valdivii (Chile), obserwował reakcje zwierząt podczas serii trzęsień, które targnęły tym miastem w 1960 roku. Spośród zwierząt hodowanych na terenie uczelni bażant obroźny głośnym wrzaskiem zapowiadał kolejny wstrząs dziesięć sekund naprzód. Konie natomiast na pięć sekund przed tym zjawiskiem trzęsły się na całym ciele i rżały przeciągle. Najmocniej reagowały psy, które kilka minut przed każdym, nawet najlżejszym wstrząsem ujadały przeraźliwie. Tymczasem kury, owce oraz trzy pumy zachowywały się spokojnie.
Japoński bionik Jasuo Suchiro, profesor uniwersytetu w Tokio, od dawna podejrzewał, iż morskie zwierzęta głębinowe, jako żyjące w bliższym sąsiedztwie ognisk trzęsień ziemi, wyraźnie wyczuwają zbliżanie się katastrofy i prą na oślep ku powierzchni, choć taka zmiana ciśnienia najczęściej je zabija.
Uczony skrzętnie notował obserwacje innych naukowców, które potwierdzały jego przypuszcenia. Najstarszą poczynił latem roku 1923 belgijski ichtiolog-amator. Na jednej z plaż opodal Tokio fale wyrzuciły martwą rybę podobną do dorsza, nienaturalnie rozdętą. Gatunek tej ryby żyje wyłącznie w wielkich głębinach. Dwa dni potem stolicę Japonii nawiedziło jedno z najpotworniejszych trzęsień ziemi.
Dziesięć lat później pewien rybak przyniósł Suchiro głębinowego węgorza, którego znalazł na pacyficznym wybrzeżu Japonii. Kilka godzin później okolicą targnął wstrząs podziemny, który pochłonął trzy tysiące ofiar. 11 listopada roku 1963 mieszkańcy wysepki położonej na południe od Tokio schwytali na płyciźnie sześciometrową rybę głębinową nieznanego gatunku. Odkrycie to wyprzedziło o dwa dni późniejsze lokalne trzęsienie ziemi.

Lepsze od maszyny

W jaki sposób niektóre organizmy odróżniają słabe ruchy skorupy ziemskiej, po których nie następuje żaden kataklizm, od sygnałów zwiastujących potężne trzęsienia ziemi? Na terenach wybitnie sejsmicznych, takich jak Chile i niektóre wyspy Pacyfiku, lekkie drgania połączone nawet z głuchym podziemnym dudnieniem są pospolitsze, niż u nas letnie burze. Mimo to zwierzęta nie zwracają specjalnej uwagi na drgania, które nie zwiastują katastrofy. Tym różni się nie rozpoznany jeszcze zmysł sejsmiczny zwierząt od sejsmografów, rejestrujących siłę i kierunek wstrząsów, lecz nie potrafiących przewidywać, w jaki sposób ta aktywność się rozwinie.
Jak dotąd nie wiadomo, czym jest ów zwierzęcy zmysł sejsmiczny. Zapowiedzią trzęsień ziemi są nie tylko lekkie drgania gruntu, lecz także zakłócenia ziemskiego pola magnetycznego. Nadto pękanie skorupy ziemskiej bywa skutkiem wyjątkowo silnego ciśnienia atmosfery. Niewykluczone, że współdziałanie tych czynników, a może jeszcze innych, tworzy w jakimś specyficznym narządzie zmysłowym niektórych organizmów coś w rodzaju mocno zróżnicowanego, jakby stereoskopowego obrazu, który oddziałuje alarmująco na ośrodek strachu w mózgu.
Stosunkowo najlepiej znamy wrażliwość zwierząt na wibracje. Rudzik smacznie śpi na gałęzi smaganej podmuchami wiatru, lecz natychmiast budzą go leciutkie, charakterystyczne drgania wywołane wspinaniem się kuny po pniu. Włoski czuciowe niektórych wodnych chrząszczy powiadamiają je o falowaniu powierzchni zbiornika już wówczas, gdy wysokość fali wynosi cztery stumilionowe milimetra. Ale daleko im jeszcze do rekordu czułości odbioru. Szarańcza rejestruje drgania mechaniczne o amplitudzie równej średnicy atomu wodoru, zaś pasikonik z rodzaju Tettigonia - jeszcze dwukrotnie słabsze ruchy gleby przenoszone przez roślinę, na której siedzi. Oznacza to, że owa
d ten jest w stanie wyczuć w Polsce wibracje wywołane silnym trzęsieniem ziemi w Indonezji albo w Japonii.

Andrzej Trepka www.gwiazdy.com.pl


POWRÓT